logo

Neuromity

24-02-2020

 

NEUROMITOLOGIA

Dr Mateusz Hohol

Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, Kraków

 

Rozpowszechnianie wiedzy na temat mózgu, trafiającej z laboratoriów do czasopism naukowych i do szerokiego grona odbiorców, wiąże się z uproszczeniami. Co do zasady nie są one niczym złym. Jednak niekiedy postać stają się mitami – jest w nich ziarnko prawdy, ale dominuje fikcja. Neuromity bywają szkodliwe.

We współczesnej kulturze krąży wiele mitów na temat funkcjonowania mózgu – dają się im zwieść nie tylko osoby postronne, lecz także te, po których należałoby spodziewać się większej ostrożności. A same mity – jak to mity – bywają bardzo przekonujące. Krążąc z ust do ust i z książki do książki, wyjaśniają działanie umysłu bardzo sugestywnie. Sugestywność nie zawsze idzie jednak w parze z prawdą czy aktualnym stanem wiedzy naukowej.

Neuromitom poświęcono kilka książek (np. „Great myths of the brain” Christiana Jarretta czy „Mit neuronów lustrzanych” Gregory’ego Hickoka). Ich mityczność jest stopniowalna, w tym sensie, że różnią się one proporcjami prawdy i fałszu. Wszystkie łączy to, że upraszczają fakty naukowe w niedopuszczalnym stopniu i że mogą być szkodliwe.

Jednym z najciekawszych neuromitów w ostatnich latach, budzącym liczne kontrowersje był raport z badań nad różnicami międzypłciowymi w zakresie anatomii ludzkiego mózgu opublikowany w 2014 r. na łamach prestiżowego czasopisma PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences of the USA). Pierwszą autorką artykułu jest Madhura Ingalhalikar z Uniwersytetu Pensylwanii. Autorzy przebadali mózgi 949 osób w wieku od 8 do 22 lat (428 mężczyzn i 521 kobiet) za pomocą obrazowania tensorem dyfuzji (diffusion tensor imaging, DTI) W uproszczeniu: DTI jest nowoczesną, nieinwazyjną metodą anatomomiczną, opierającą się na detekcji ruchu cząsteczek wody – dzięki tej metodzie można precyzyjnie zbadać i zwizualizować wzorce połączeń neuronalnych. Ingalhalikar i wsp. odkryli rozwijające się od wczesnego wieku gęstsze połączenia międzypółkulowe u kobiet, a u mężczyzn – gęstsze połączenia wewnątrzpółkulowe.

Od dawna wiadomo, że mózgi kobiet i mężczyzn nie są anatomicznie identyczne. Już pod koniec lat 70. ubiegłego wieku badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, pracujący pod kierunkiem Rogera Gorskiego, badając pod mikroskopem elektronowym struktury podkorowe mózgów szczurów zwrócili uwagę na dymorfizm płciowy w okolicy podwzgórza. Kilka lat później duński neurobiolog Dick Swaab odnalazł analogiczny dymorfizm płciowy w ludzkim podwzgórzu. Badania przeprowadzone zostały na mózgach martwych osób, które zdecydowały się oddać ten najcenniejszy organ w ręce uczonych. Dodać trzeba, że dymorfizm ten pojawia się pod wpływem hormonów już w okresie płodowym. W czym więc problem?

O ile sam wynik badań Ingalhalikar i wsp. jest interesujący i wartościowy, o tyle w końcowej części streszczenia artykułu napisano, że „mózgi mężczyzn zaprojektowane są tak, aby ułatwić komunikację pomiędzy percepcją a koordynacją działań, natomiast mózgi kobiet – komunikację między dwoma trybami przetwarzania informacji: analitycznym i intuicyjnym”. Podchwyciły to wpływowe media, takie jak BBC oraz The Guardian i The Independent. Niektórzy obwieścili, że w końcu udało się znaleźć naukowe uzasadnienie dla niezwykle popularnej mądrości ludowej, zgodnie z którą mężczyźni lepiej wypadają w zadaniach wymagających orientacji przestrzennej, a kobiety częściej korzystają z intuicji. Takich mądrości wskazać można więcej: mężczyźni są lepszymi inżynierami, naukowcami, kierowcami, a kobiety mają lepsze zdolności językowe, co predestynuje je np. do bycia pisarkami czy dziennikarkami, i częściej polegają na emocjach. I tu pojawia się mit. A nawet dwa. Pierwszy mówi o tym, że różnice płciowe w kwestii budowy mózgu predestynują mężczyzn i kobiety do lepszego wykonywania różnych zadań (a nawet zawodów). 

Artykuł z PNAS nie jest żadnym nowym „dowodem” prawdziwości mitu. Z budowy mózgu nie można łatwo wnioskować na temat zachowania czy zróżnicowania indywidualnego w zakresie jakiejkolwiek cechy psychologicznej. Co więcej, ujawniające się w różnych badaniach psychologiczne różnice międzypłciowe (np. Simon Baron-Cohen donosi, że kobiety są statystycznie nieco bardziej empatyczne od mężczyzn; różnic jest oczywiście więcej) wcale nie muszą być uwarunkowane genetycznie – istnieje wiele zmiennych, które wpływają na rozwój cech w życiu osobniczym. Uwarunkowane kulturowo role płciowe, z jakimi chłopcy i dziewczynki mają do czynienia od najmłodszych lat, mogą kształtować raportowane przez badaczy różnice w działaniu umysłu. To prowadzi do ogólniejszego wniosku: odkrycia neuronaukowe powinny być interpretowane ostrożnie – w innym przypadku biologiczne fakty, takie jak anatomiczne różnice w koneksyjności półkulowej u kobiet i mężczyzn, mogą skutkować tworzeniem mitów.

Drugi mit mówi o różnicach w specjalizacji półkulowej. Lewę półkulę często nazywa się logiczno-językową, a prawą kreatywno-intuicyjną. Zakłada się przy tym, że ludzie dzielą się na prawopółkulowców (np. artyści, bloggerzy) i lewopółkulowców (np. inżynierowie, ekonomiści). Czasem mówi się, że u prawopółkulowców prawa półkula po prostu przeważa, a niekiedy – że lewa jest w zasadzie w ogólnie niewykorzystywana. Mit ten głosi więc, że człowiek jest „półgłówkiem”: albo całkiem, albo trochę. Argumentu, że nie jest to prawda, dostarcza prawie każde badanie neuroobrazowe – w przypadku większości zadań specyficzne aktywacje (zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn) pojawiają się w obydwu półkulach, a aktywacje zlateralizowane charakterystyczne są dla całej populacji. Mit półkulowości jest tym groźniejszy, że często powołują się na niego „eksperci” od edukacji. Specjalne treningi mają „rozruszać” rzekomo nieaktywną półkulę. Nic z tego. Niezależnie od tego, czy jest się kobietą, czy mężczyzną i jak gęste są połączenia międzypółkulowe obydwie połówki mózgu łączy spoidło wielkie, dzięki któremu żadna informacja nie jest więźniem tylko jednej z nich.

O ile mit półkul mówi, że wykorzystywane jest około 50% mózgu, niektórzy idą jeszcze dalej. Mowa tu o słynnym micie, popartym ponoć nawet słowami samego Alberta Einsteina, zgodnie z którym człowiek wykorzystuje tylko 10% możliwości mózgu.  Skąd wziął się ten mit i dlaczego jest tak popularny? Prawdopodobnym źródłem są eksperymenty amerykańskiego psychologa Karla Lashleya, który w latach 30. XX w. badał mózg metodą drażnienia prądem. Stymulacja niektórych obszarów kory mózgowej prowadziła do określonych zachowań, a stymulacja innych nie wywoływała żadnych dających się obserwować skutków. Te „niefunkcjonalne” obszary badacz nazwał „milczącą korą”. Rozwój technik obrazowania aktywności mózgu (np. rezonansu magnetycznego) dostarczył naukowcom z jednej strony ostatecznego argumentu za tym, że w każdej chwili aktywny jest cały mózg, z drugiej wiele osób utwierdził w przekonaniu, że wykorzystywane jest tylko ok. 10% możliwości mózgu. Jak możliwe jest, że te same wyniki wspierają sprzeczne wnioski?

Dobrze znane dane z funkcjonalnego obrazowania rezonansem magnetycznym (fMRI) przedstawiane są w formie map aktywacji mózgowych. Widać kolorowe plamy, które sygnalizują aktywność neuronalną. W poszczególnych zadaniach widać aktywację zaangażowanych w te zadania struktur. W artykułach naukowych „nie widać” jednak aktywności całego mózgu. Dla laika może być to punkt na rzecz mitu 10%. Powinien mieć on jednak na uwadze, że kolorowe obrazy nie odzwierciedlają aktywności mózgowej w danej chwili „tak po prostu”. W każdym momencie życia aktywny jest cały mózg, ale interpretując dane z badania fMRI naukowcy ustalają próg, powyżej którego widoczne są tylko aktywacje obszarów szczególnie zaangażowanych w zadanie.

I kolejny, nie mniej ważny, element mitotwórczy: popkultura. W głośnym kilka lat temu filmie science fiction „Lucy” ze Scarlett Johansson i Morganem Freemanem, mit 10% powielony został w całej okazałości. Lucy, która za sprawą tajemniczego narkotyku wykorzystywała coraz większą część mózgu, zyskiwała nadnaturalne zdolności.

Jednak popkultura to nie wszystko. Jeśli ktoś sądzi, że na mit 10% – oraz inne neuromity – podatne są tylko osoby niewykształcone i te o zbyt wybujałej wyobraźni, jest (niestety) w poważnym błędzie. Wyniki badań Paula Howarda-Jonesa opublikowane w 2014 r. w Nature Reviews Neuroscience pokazują, że w mit 10% wierzy 50% nauczycieli z różnych krajów europejskich i Chin. Polska wypada na tym tle nieco lepiej – zgodnie z niepublikowanymi jeszcze wynikami badań Ewy Międzybrodzkiej i Krzysztofa Cipory w mit ten wierzy 25% polskich nauczycieli oraz studentów pedagogiki.

W filmach science fiction wykorzystywany jest nie tylko mit 10%, lecz także inne neuromity (oczywiście wszystko jest w porządku, dopóki nie przenosimy ich na świat rzeczywisty). Zgodnie z jednym z nich neuroobrazowanie pozwala obrazować myśli: w filmach pokazywana jest grupa naukowców, którzy – wpatrując się w dane naukowe – potrafią wywnioskować, co myśli i odczuwa badany. Funkcjonalne MRI to potężna metoda badawcza i diagnostyczna, jednak kolorowe obrazy aktywności mózgowej nie odzwierciedlają bezpośrednio aktywności mózgowej, ale stanowią rezultat skomplikowanej obróbki matematyczno-informatycznej sygnału hemodynamicznego. Wskazuje on różnice w przepływie utlenowanej krwi. To one, a nie aktywność elektryczna neuronów, podlegają bezpośredniemu pomiarowi. Dzięki badaniom Nikosa Logothetisa, który łączył metodę fMRI z pomiarem aktywności pojedynczych neuronów, wiadomo, że sygnał hemodynamiczny i neuronalny są ze sobą skorelowane – zaangażowane obszary zgłaszają zapotrzebowanie na energię, która jest przenoszona z krwią. Istnieją jednak badania wskazujące, że istotna dla procesów poznawczych aktywność neuronalna może przebiegać poniżej progu zmian metabolicznych. Tak czy inaczej, aby dowiedzieć się jaki obszar mózgowy zaangażowany jest w zadanie poznawcze, należy opracować eksperyment, w którym osobie badanej prezentuje się dużą liczbę bodźców, a następnie skorelować jej reakcje behawioralne z sygnałem hemodynamicznym. W praktyce pojedynczy pomiar nie znaczy zbyt wiele. Tezę, że widząc obraz czyjegoś mózgu można dowiedzieć się czegoś na temat stanu umysłu tej osoby, należy wrzucić do neuromitologii.

Na koniec jeszcze jeden, ostatnio bardzo modny mit – na pierwszy rzut oka raczej niewinny, ale w pewnych formach groźny. Mowa o neuronach lustrzanych. Neurony lustrzane to klasa komórek, które odkryte zostały w korze motorycznej makaków przez zespół Giacoma Rizzolattiego z Parmy w latach 90. ubiegłego wieku. Neurony te zawdzięczają swoją nazwę temu, że są aktywne nie tylko gdy osobnik sam wykonuje czynność motoryczną, ale również gdy obserwuje analogiczną czynność wykonywaną przez innego osobnika. Odkrycie to jest rzeczywiście bardzo ciekawe i zmusza do spojrzenia na mózg w nowym świetle – korę ruchową uznawano za zaangażowaną tylko w ruch, a okazało się, że uczestniczy ona również w percepcji ruchu. Na podstawie odkrycia Rizzolattiego i jego zespołu się powstało jednak wiele spekulacji – uznano, że działanie neuronów lustrzanych można traktować jako wyjaśnienie dla ludzkich działań , mentalizacji, empatii, a co za tym idzie „prospołeczności”, a nawet moralności. W zaburzeniach systemu neuronów lustrzanych upatrywano m.in. przyczyny zaburzeń rozwojowych (ze spektrum autyzmu), ciężkich zaburzeń psychicznych (schizofrenia), psychopatii, a nawet źródeł nałogów. Co gorsza, neuronami lustrzanymi zainteresowali się „specjaliści” od edukacji. Podpierając się – w najlepszym wypadku – popularnonaukową wiedzą na ich temat, zaczęli formułować praktyczne dyrektywy na temat tego, jak powinny przebiegać procesy nauczania i przyswajania wiedzy. O ile nadinterpretacje odkryć związanych z neuronami lustrzanymi są raczej niegroźne i pokazują tęsknotę ludzi za wiedzą ostateczną czy całościowym wyjaśnieniem działania umysłu, o tyle przenikanie mitu neuronów lustrzanych do praktyki klinicznej i edukacyjnej jest groźne. Podsumowując: istnienie neuronów lustrzanych jest faktem. Odwołujące się do ich działania wyjaśnienia funkcji psychicznych zwykle mają jednak w sobie sporo z mitu.

***

Mitów opartych na wiedzy naukowej jest więcej. Mitem jest fakt, że mózg ewolucyjnie stary (struktury podkorowe) i mózg nowy (kora nowa) pracują oddzielnie, a nawet antagonistycznie – na zasadzie serca i rozumu (w prawidłowych warunkach harmonijnie ze sobą współpracują) oraz to, że funkcje poznawcze przypisane są „na sztywno” do określonych obszarów mózgowych (w rzeczywistości mózg jest organem niezwykle plastycznym). Omówione mity łączy jednak to, że wiara w nie może prowadzić do negatywnych konsekwencji praktycznych. Wiążą się one z utrwalaniem krzywdzących stereotypów czy nierzetelnym przenoszeniem wiedzy neuronaukowej (zwykle zaczerpniętej z prac popularnonaukowych, a nie z podręczników i prasy fachowej) na praktykę edukacyjną.

 


SAPL.VPA.19.11.1458 

 

 

Witamy na platformie logo
Wejście do serwisu dla lekarzy Sanofidlalekarzy.pl wymaga potwierdzenia oświadczenia widocznego na stronie. Jeśli nie spełniasz wymienionych warunków, kliknij przycisk NIE.

Oświadczam, że jestem lekarzem medycyny.
NIE